Blog > Komentarze do wpisu
Notki 6 - Wielki Post
Jak ten czas szybko mija. Ledwie człowiek zdąży coś zrobić ciekawego i okazuje się, że już tyle czasu przeszło do lamusa historii. Aby ocalić od pomnienia zamieszczam kolejne stronnice moich "notek"

Notki 6 – Wielki Post

Miesiąc luty, przynajmniej tu w Północnej Irlandii, w przeciwieństwie do stycznia, mijał bardzo spokojnie. Mniej było opadów deszczu. Na nieboskłonie coraz częściej można było dostrzec słońce. Temperatura powietrza wydawała się być bardziej umiarkowana.

Ostatnie dni stycznia, przynajmniej w naszej polskiej gromadzie, nie przyniosły nam żadnych rewelacji. Wszystko szło normalnym trybem: spowiedź, msza, próba zespołu, który robi postępy, od czasu do czasu kawka lub herbatka u znajomych parafian, spotkanie z kandydatami do zmiany stanu cywilnego, telefony z różnych miejsc z pytaniem o godziny posług, itd.

Nadejście Wielkiego Postu nie zostało zbytnio zauważone w lokalnej prasie. Niewiele było komentarzy na ten temat. Być może to wpływ irlandzkiej pogody, która nie nastraja zbytnio do pogawędek na ten temat. Karnawałowych szaleństw nie dało się zauważyć, tak gołym okiem. Po pubach nie chodzę, a na ulicach nic szczególnego się nie działo, więc ostatnie dni karnawału przeszły bardzo spokojnie. Czasem, szczególnie wtedy, gdy w telewizji mówiono i pokazywano migawki z Brazylii, myślałem, co za szkoda, że opuściłem tak piękny kraj, który daje możliwości duszpasterskiego rozwoju i nie tylko. Tam w Brazylii nikt przynajmniej człowiekowi nie wyrzucał, nie miał za złe, że chce celebrować więcej mszy świętych dla ludu, który wyrażał taką wolę. Jedynie pamiętam jedną sugestię i prośbę parafian, kiedy to, obejmując obowiązki administratora parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Capo-Ere słyszałem prośbę, aby nie organizować mszy św. w godzinach popołudniowych w niedzielę. Powód był prosty: godziny popołudniowe mają służyć rodzinie, która zasiada do stołu, aby spożyć to, co najlepsze - churrasco. Po tak obfitym posiłku, każdy chce wypocząć. Polubiłem ten pomysł bardzo szybko. Ot tamtej pory niemalże każdej niedzieli była okazja, aby zjeść to, co „Gaucho” lubi najbardziej, a mianowicie kawał pieczonego wołowego mięsa. Jednak, co kraj to obyczaj. W Irlandii Płn. nie dość, że nie jest mile widziane sprawowanie dodatkowych mszy w innych miejscach, gdzie mieszkają nasi Rodacy, to jeszcze nikt nie słyszał, ani nie ofiaruje tegoż brazylijskiego specjału. A szkoda – mięso przecież nie szkodzi!  

Craigavon zostało usytuowane pomiędzy tymi dwoma miastami. W jego skład wchodzi kilkanaście osiedli mieszkaniowych. Niektóre z nich, np.: Ardowen, Ashgrove, Brownstown, Corcrain, Drumgor,  Killicomaine, Legaghory, Mourneview, Moyraverty, Pinebank  mają swoje rady osiedlowe i małe centra handlowe. Nie ma typowych pubów oraz normalnego rynku. Można tak powiedzieć, że rytm dnia codziennego wyznaczają nam wschody i zachody słońca. Zważywszy na uwarunkowania klimatyczne znaczna część życia towarzyskiego przeżywana jest w domach.

6 luty - Popielec

Ten dzień zaskoczył nas wszystkich. Często dało się zasłyszeć nieadekwatne pytanie: czemu tak wcześnie. Piszę nieadekwatne, gdyż zauważyłem, że rozpoczynający się okres pokuty, postu i nawrócenia zaskoczył nas wszystkich. Moje zaskoczenie było tym bardziej spotęgowane faktem, iż przez kolejne piątki Wielkiego Postu, zarządcy centrum parafialnego – za niegodziwą bądź, co bądź mamonę – zapraszają dzieci na disco. Z niecierpliwością czekałem pierwszego piątku.

Wystrój świątyni parafialnej niewiele się zmienił. U podstawy ołtarza głównego wykonano dekorację, która ukazywała nam pustynię. To jedyny element, który będzie nam towarzyszył przez cały Wielki Post. 

Popielec gromadzi nam tłumy. Na porannej i wieczornej mszy św. prawie wszystkie ławki zajęte. Mamy starszych, młodzież i dzieci, które przybyły wraz ze swymi wychowawcami z pobliskich szkół. Po płomiennej homilii ks. Martina, proboszcza parafii, mieszamy popiół z wodą i namaszczamy wiernych. Po kilku minutach – tak, pół żartem, pół serio – cały kościół został wypełniony przez krzyżowców. Zgodnie z tutejszym zwyczajem, kapłan z lepkiego popiołu czyni znak krzyża na czole każdego wiernego. Patrząc na niektóre osoby, szczególnie te, które nie lubią słońca, wyglądało to dosyć zabawnie. Jak później zauważyłem ten widzialny znak pokuty zachowują przez cały dzień.

W tym dniu nie było okazji, aby celebrować mszę świętą w języku polskim. Cóż mamy się integrować. Czyż jednak ten sztucznie kreowany proces nie przetrzebi nam wiernych, którzy nie znając wystarczająco języka i miejscowych uwarunkowań w ogóle zaprzestaną kontaktu ze wspólnotą parafialną? No, o tym może później!

Na wieczorną Eucharystię przybyło kilkuosobowa grupa Rodaków, z którymi zaśpiewaliśmy pieśń „Krzyżu Chrystusa…”. Przez kolejne piątki tegoż okresu, grupa około 30 osób brała udział w nabożeństwie Drogi Krzyżowej. W tym też czasie, niemalże za ścianą w Centrum parafialnym, odbywało się disco dla irlandzkich małolatów. Gdy my przygotowywaliśmy się do nabożeństwa nasi irlandzcy przyjaciele przywozili swoje pociechy na jakże ważne wydarzenie kulturalne w ich życiu.

Muszę powiedzieć, że szczególnie w tym czasie byłem osobliwie doświadczany przez zrządzenie losu. W każdy piątek, od godz. 9.00 przez 24 godziny pełnię dyżur w szpitalu, tzw. „priest on call”. Gdy jest potrzeba, po otrzymaniu informacji, jadę do miejscowej lecznicy, aby wypełnić posługę miłosierdzia. Otóż, tak było trzy razy, w czasie dyżuru cały dzień nikt nie zadzwonił dopiero, gdy już było wszystko przygotowane, aby wraz z wiernymi odprawić Drogę Krzyżową dzwonił telefon z prośbą o natychmiastowy przyjazd do szpitala. Zostawiałem wiernych, udawałem się do szpitala, a po powrocie udzielałem zebranym Komunii św. i nie miałem więcej żadnych zgłoszeń. Dziwne, ale tak było przez trzy kolejne piątki.     

Przez cały okres Wielkiego Postu na porannej mszy było więcej niż zwykle wiernych. Każdego piątku było odprawiane nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Brało w niej udział około 40% wiernych, którzy uczestniczyli w Eucharystii. Ponadto w środy odbywały się spotkania przy herbacie w centrum parafialnym, gdzie s. Maoil prowadziła spotkania biblijne.  

piątek, 02 maja 2008, notatnik_2007

Polecane wpisy

  • Notki 10 - Nasza uroczystość

    Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebuje drugiego, aby mógł coś zdziałać. Również i w Kościele - Wspólnocie wciąż potrzebujemy drugiego, aby dar wiary, ktory

  • Notki - 8

    W naszej polskiej gromadzie. Święta, święta i już po świętach. Notki 8 – W naszej polskiejgromadzie. Po okresie odwiedzin kolędowychnadszedł czas Wielki

  • Notki 5 - Styczeń

    Wiem, dawno była cisza. Ponad trzy tygodnie nic się nie działo na moim blogu. Cóż tak w życiu bywa. Pomyślałem, że i czytelnik potrzebuje odpoczynku. Nie sztuka

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: