Blog > Komentarze do wpisu
Notki 4 – Dobre, bo polskie!
Już po raz kolejny w moim życiu miałem okazję przeżywać Boże Narodzenie w nowym kraju, pośród nowych osób. Choć jestem tu, w Irlandii Północnej bardzo krótko, to mimo wszystko w czasie świąt nie czułem się samotny. Myślę, że to właśnie polskie tradycje i otwartość na drugiego człowieka sprawiły, że ja, niby obcy dla swoich rodaków, czułem się jakbym tu był nie wiem ile już czasu.

Notki 4 – Dobre, bo polskie!

 

Już po raz trzeci w moim życiu przeżywałem uroczystość Bożego Narodzenia w nowym kraju. Jednak zanim do tego doszło, miałem okazję przyglądać się jak Irlandczycy przeżywają czas Adwentu.     

Na naszej plebani dosyć wcześnie pojawiła się choinka oraz, jak się nie mylę, gobelin ukazujący Trzech Króli. Także i moi plebanijni sąsiedzi – Irlandczycy - szybko udekorowali swe mieszkania stroikami przypominającymi fakt Narodzenia Pańskiego. W moim skromnym mieszkanku, powoli, dzięki życzliwości p. Ann, pojawiały się wciąż nowe, okolicznościowe elementy. Pewnego dnia zauważyłem nawet sztuczną choinkę ze światłowodami. Dodatkowo, wciąż otrzymywane, zarówno nadsyłane jak i przekazywane z rąk do rąk kartki świąteczne, lub, aby być poprawnym politycznie, „season’s greetings” nieubłagalnie przypominały, że święta tuż, tuż.

Jakoś nie czułem potrzeby, aby robić wielkich zakupów przedświątecznych. Kilka dni wcześniej udałem się do TESCO, zrobiłem zakupy i czekałem na ten piękny czas. Choć nie czułem potrzeby wydawania funtów, mimo to, okazyjnie wpadałem do sklepów, aby zobaczyć dosłowne szaleństwo, amok, obłęd, fioł przedświątecznych zakupów. To właśnie wtedy, spacerując po wielkometrażowych geszefciarskich świątyniach, które kusiły barwnością towarów oraz wszelakiego rodzaju promocjami, odnosiłem wrażenie, że nawet i sklepowe wózki odczuwają, że idą święta. Tony towarów przerzucano z półki na wózek, z wózka na ladę, z lady do plastikowych toreb i znów do wózka, z wózka do bagażnika, z samochodu do kuchni, a później do lodówki, szafek i na stół, aby przeżyć ten jeden szczególny dzień w roku. Być może klienci, szczególnie w tym czasie pamiętają, że trzeba jeść, pić, używać i popuszczać pasa. Również i w polskich sklepach dało się zauważyć wzmożony ruch. Ja również kupiłem coś polskiego na święta. Mając na uwadze, że nasza pani gospodyni ma wolne zaopatrzyłem się w ekspresowe zupki, aby jakoś przeżyć tydzień po świętach.  

W naszej polskiej gromadzie, szczególnie w kolejne niedziele Adwentu, wzrastało zapotrzebowanie na posługi duchowe. Wierni przystępowali do Sakramentu Pojednania przed mszą św. Podobnież było w Newry, gdzie miałem okazję służyć pomocą ks. Stanisławowi, który pełni obowiązki duszpasterza Polaków przy Katedrze w tym mieście. Trzeba również nadmienić, że z naszej posługi korzystają rodacy osiadli w sąsiednich miastach obok Craigavon i Newry. Bardzo wielu, szczególnie młodych ludzi korzystało z naszej posługi. To cieszy. Oby tak dalej. 

Na tydzień przed Bożym Narodzeniem uświadomiłem sobie, że nasz zespół muzyczny został zdziesiątkowany przez fakt wyjazdu młodych i utalentowanych artystów do Polski, wraz z rodzicami, ma się rozumieć. Cóż mogliśmy poradzić. Najważniejsze, że pozostała z nami p. Justyna, flecistka, która, zgodnie z tradycją, przygotowała oprawę muzyczną kolęd.

Ostatnie dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia wykorzystywałem, aby wszelkimi możliwymi sposobami złożyć życzenia moim najbliższym, przyjaciołom i znajomym. Do Anglii i Polski nie było problemu, aby się dodzwonić. Jedynie do Brazylii miałem trudności. Ale jakoś poszło. Nie wysyłałem kartek świątecznych pozostał telefon, skype, internet i sms. 

Na Wieczerzę Wigilijną zostałem zaproszony przez polską rodzinę z Moira. Dokładnie o zaplanowanym czasie, zgodnie z polskim zwyczajem, zebraliśmy się przy wigilijnym stole; zaśpiewaliśmy kolędę, Młodzieniec z Warszawy, gość rodziny, odczytał fragment Ewangelii o Narodzeniu Jezusa; po krótkiej modlitwie rozdano opłatek, i składaliśmy sobie życzenia. Po tym pięknym ceremoniale, Pani domu zaprosiła wszystkich do stołu. Było dwanaście potraw (jak się nie mylę). Wszystkie potrawy własnej domowej produkcji. To Pani domu, wraz z córkami, zadbała, że wszystkie potrawy były bardzo smaczne. Po Wigilii, gromadząc się wokół choinki, wszyscy zebrani spoglądali ukradkiem na zapakowane prezenty. Na wyraźne życzenie zebranych osób, najmłodszy syn gospodarzy domu został wyznaczony, aby rozdawać świąteczne, tradycyjne dary. Każdy otrzymał coś dla siebie. Wszyscy się dziwili, skąd Święty od prezentów wiedział, co komu potrzeba.

Wspominając czas Wigilii odnoszę wrażenie, że jako Polacy jesteśmy innym i dziwnym narodem. Dbamy o tradycję. Przywiązujemy wagę do pewnych szczegółów, które zatraciły sens bycia u innych narodów.  Dla nas ważna jest rodzina. To właśnie dzięki niej mamy możliwość podtrzymywania bogactwa tradycji i polskiej obrzędowości. Irlandczycy, o ile mi wiadomo, poprzestali na udziale w liturgii i bożonarodzeniowym obiedzie. No, pozostały jeszcze prezenty.

Będąc gościem na wigilijnej Wieczerzy, widząc uśmiechnięte i uradowane twarze wszystkich zebranym, zdałem sobie sprawę, że polska Wigilia ma moc tworzenia wspólnoty osób, które na ten czas potrafią zapomnieć o wszystkich borykających problemach, aby oddać się radości. Polska Wigilia ma moc rodzinno twórczą. W tym szczególnym dniu da się zauważyć, że rodzina została powołana, aby troszczyć się o rozwój dobra i życzliwości względem drugiego człowieka. Im bardziej zespolona, tym radośniejsza wydaje się być Wigilia. Ten dobry zwyczaj, oby przetrwał zakusy postępującej laicyzacji i sekularyzacji współczesnego człowieka i rodziny.

Czując wewnętrzną potrzebę, po angielskiej Pasterce, udałem się do Newry, aby wraz z rodakami wziąć udział w prawdziwej, polskiej Pasterce o północy. Jak się później okazało przyszli również Irlandczycy, Słowacy, Ukraińcy, Rosjanie, i zapewne przedstawiciele innych grup etnicznych, gdyż tak przynajmniej mogłem sądzić po kolorze skóry. Przechadzając się ulicami miasta, raz po raz, dało się usłyszeć i zauważyć swoich. Dokładnie o północy przy dość wypełnionej katedrze organista zaintonował polską kolędę. Myślę, że wszyscy zebrani śpiewali z potrzeby serca znane nam melodie. Homilia była ciekawa. Dobre przykłady. Modlitwa Powszechna była czytana w pięciu językach. Na zakończenie celebracji, administrator katedry, ks. Terence Rafferty, złożył życzenia w języku polskim. Nie ukrywam, ale odniosłem takie wrażenie, że polska Pasterka w Newry - Roku Pańskiego 2007 - była doskonałym przykładem integracji imigrantów z miejscowym społeczeństwem. Integracji niewymuszonej, lecz wypływającej z naturalnej potrzeby serca. Wszyscy winni to zrozumieć, że tylko dzięki wzajemnej życzliwości i odrobinie zrozumienia będziemy w stanie budować linie porozumienia i lepszą przyszłość.

W dzień Bożego Narodzenia zostałem dosyć wcześnie poproszony o pomoc. Pewien Irlandczyk chcąc wyświadczyć przysługę dla naszego rodaka, nie mogąc się z nim porozumieć, odnalazł moje mieszkanie, aby zapytać, czego ten człowiek potrzebuje i gdzie mieszka. Jak się okazało młodzieniec z Polski, właśnie w tym czasie zdecydował nagle wyjechać do ojczyzny. Pomysł się nie udał; lotnisko było zamknięte. Nie mając innej alternatywy, postanowił wrócić do rodziny, ale miał problem z odnalezieniem swojego domu. Stąd ta wczesna wizyta na plebani. Później, jak się okazało, sam musiałem odszukać jego adres zamieszkania. Cóż stres zrobił swoje. Niestety, zapewne ludzka słabość sprawiła, że w tym dniu ci, którzy jeszcze nie tak dawno ślubowali być razem, musieli spędzać święta w pewnej emocjonalnej i duchowej separacji.

 

Po południu, wraz z rodziną ks. Martina, proboszcza parafii, miałem okazję skosztować irlandzkich specjałów przygotowanych przez gospodarza plebani. W jego rodzinie panuje zwyczaj, że wszyscy w dzień Bożego Narodzenia gromadzą się u syna, aby wspólnie, wraz z rodzicami i siostrą, przeżyć ten piękny dzień.

Późnym popołudniem, zgodnie z planem, zgromadziliśmy się na polskiej Eucharystii, aby dziękować za dar Bożego Narodzenia. Nie było nas zbyt wielu, ale w świątyni słychać było radosny śpiew kolęd. Wieczorem pozostała jeszcze wizyta w polskich rodzinach, i tak minęły mi święta Roku Pańskiego 2007.         

Patrząc z perspektywy moim osobistych doświadczeń śmiem twierdzić, że my Polacy podchodzimy do świąt Bożego Narodzenia z pewną powagą i szacunkiem względem liturgii i tradycji. Być może dzięki temu dni Pańskiego Narodzenia dostarczają nam tyle radości. My dosłownie celebrujemy czas Narodzin Zbawiciela. Do tego momentu przygotowujemy nie tylko nasze domy, ale także i serca. Bardzo często jesteśmy otwarci na drugiego człowieka. Dzielimy się tą radością i dzięki temu, ci, którzy opuścili kraj ojczysty, aby być pośród swoich na obczyźnie, czują się jak u siebie w domu.

Do następnych świąt.

sobota, 05 stycznia 2008, notatnik_2007

Polecane wpisy

  • Notki 10 - Nasza uroczystość

    Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebuje drugiego, aby mógł coś zdziałać. Również i w Kościele - Wspólnocie wciąż potrzebujemy drugiego, aby dar wiary, ktory

  • Notki - 8

    W naszej polskiej gromadzie. Święta, święta i już po świętach. Notki 8 – W naszej polskiejgromadzie. Po okresie odwiedzin kolędowychnadszedł czas Wielki

  • Notki 7 - Wielki Tydzień 2008

    A tu coś na temat Wielkiego Tygodnia. Jesteś zainteresowany, to czytaj! Wielki Tydzień Przez pierwsze trzy wieczory Wielkiego Tygodnia, w miejscowych parafiach

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: