Blog > Komentarze do wpisu
Notki 3 - Święta, święta i już po świętach.
Każdy rok ma swoją specyfikę. Również i dla mnie rok 2007 pozostanie czasem, kiedy podjąłem się nowej misji na Zielonej Wyspie. Dla mnie był to rok szczególny: zainicjowałem posługę Towarzystwa Chrystusowego w Irlandii Północnej. W trzeciej już części moich zapisków, które zatutyłowałem "Notki" dzielę się moimi spostrzeżeniami z okresu Adwentu i Bożego Narodzenia.

Notki 3 - Święta, święta i już po świętach.  

Cieszę się, że już minęły nam radosne Święta Bożego Narodzenia. Jeszcze tylko spokojnie przeżyć Sylwestra i koniec 2007 roku. Finisz pewnego etapu, który już nie wróci. Przed nami kolejny rok wyzwań. Zanim zegar czasu wybije Nowy Rok Pański 2008 chcę, dosłownie w kilku zdaniach, podzielić się moimi spostrzeżeniami tyczącymi Adwentu i świętowania Bożego Narodzenia na Zielonej Wyspie, w parafii Moyraverty.   

W naszej parafialnej wspólnocie, w wigilię I Niedzieli Adwentu celebrowałem Eucharystię, podczas której, zgodnie z tutejszym zwyczajem, poświęciłem wieniec adwentowy z 5 świecami oraz drzewko Jessego (dużych rozmiarów ususzona gałąź, na której zostały powieszone kartki papieru z malunkami). Świątynia niczym się nie różniła. Nie było jakiś specjalnych symboli. Dopiero z upływem czasu pojawiały się wciąż nowe elementy wystroju. Sądzę, że dokonywano tylko takich zmian, które rzeczywiście były konieczne. Mówiąc szczerza brakowało mi jedynie choinki, którą, jak się dowiedziałem w czasie Wigilii u państwa R., można było kupić za jedyne 6 funtów u jednego z okolicznych farmerów.

W trzecim tygodniu Adwentu, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, przez trzy dni z rzędu, wieczorem odbywały się nabożeństwa pokutne. Spowiedź została zaplanowana w dwóch parafiach Lurgan: św. Piotra i św. Pawła oraz w parafii Moyraverty w Craigavon. Po krótkim nabożeństwie, zgromadzeni wierni mieli okazję, aby skorzystać z Sakramentu Pojednania. Nie było co prawda tłumów, ale dosyć sporo osób skorzystało z kapłańskiej posługi. Dominowali głównie ludzie starsi, choć nie brakowało również i średniego pokolenia. Ale w stosunku do ogólnej liczby parafian była to jedynie niewielka grupka ludzi. W każdej parafii spowiadali księża posługujący w naszym dekanacie Lurgan. Zazwyczaj jeden lub dwóch kapłanów posługiwało w konfesjonale. Pozostali kapłani, zgodnie z tutejszą tradycją, podobnie jak na pieszej pielgrzymce, stojąc przed ołtarzem głównym w prezbiterium, administrowali Sakrament Przebaczenia. Po zakończonym nabożeństwie gromadziliśmy się zazwyczaj na plebani, aby, przy filiżance herbaty, dokonać podsumowania naszej pracy.

W czwartek przed Bożym Narodzeniem mieliśmy kolędowe spotkanie modlitewne. Oprócz śpiewu kolęd były rozważane poszczególne fragmenty Pisma Świętego tyczące faktu narodzenia Zbawiciela. Świątynia parafialna była wypełniona prawie po brzegi. Przybyły nawet i całe rodziny z dziećmi. W programie śpiew najpopularniejszych kolęd w wykonaniu parafialnego chóru. Międzynarodowego akcentu dodali przedstawiciele Filipin z sąsiedniego miasta Portadown. Filipiński męski kwartet pod batutą uroczej damy wykonał kilka bożonarodzeniowych utworów w języku tagalog. Oprócz śpiewu kolęd modlono się po angielsku, niemiecku, tagalog i polsku.

Może się czepiam, przecież wiem, że najlepiej śpiewa się w postawie stojącej, ale w czasie spotkania zauważyłem pewną dziwną – moim zdaniem – praktykę liturgiczną. Mianowicie podczas odczytywana poszczególnych wersetów Ewangelii, aż pięć razy, zebrani wierni byli proszeni, aby przyjąć postawę siedzącą. Natomiast w czasie śpiewu kolęd byliśmy proszeni, aby powstać. To dziwne. Przecież winno być odwrotnie. Już po koncercie zapytałem o wyjaśnienie, ale nie uzyskałem odpowiedzi.  No cóż, co kraj to obyczaj!

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, podczas zebrania naszego dekanatu, ustalono, aby w tym roku nie organizować oddzielnej celebracji Pasterki w języku polskim. Jak się okazało, dekanalni znawcy problemów integracji doszli do przekonania, że należy integrować Polaków z miejscowym społeczeństwem poprzez angielsko-polską Pasterkę. Idea może była piękna, ale późniejsze wydarzenia pokazały, że pomysł nie przyniósł spodziewanego rezultatu.

Wedle założeń wielu tutejszych dostojników Kościoła imigranci mają mieć zagwarantowaną możliwość udziału we mszy św. sprawowanej w ich własnym języku, ale tylko do czasu, kiedy posiądą pewien stopień znajomości języka angielskiego. Gdy potrafią już czytać, winni brać udział w liturgii anglojęzycznej, w miejscowych parafiach. Hierarchowie boją się, aby nie tworzyć odrębnego Kościoła na Wyspach. (Zobacz: J. Luxmoore, Cardinal rebukes Poles for failure to integrate, w: The Tablet, 15/12/2007, s. 36). Jednym zdaniem, każdy Polak, gdy już potrafi się dogadać już powinien aktywnie brać udział w życiu miejscowych parafii, które, np. w Anglii ulegają – używając medycznej terminologii - postępującej atrofii. Na ten temat napisze w późniejszym terminie.

Na dwa, lub trzy tygodnie przed Bożym Narodzeniem informowałem wiernych, biorących udział w niedzielnej, polskiej Eucharystii, w Craigavon, że Pasterka będzie dwujęzyczna, 24 grudnia o godz. 21.00. Zainteresowanie było dosyć spore. Dzwonili rodacy z sąsiednich miejscowości pytając: czy będzie Pasterka po polsku? Odpowiadałem, że będzie w dwóch językach. Rzeczywiście było ustalone, że w czasie Pasterki będzie liturgia dwujęzyczna: czytania mszalne, homilia, modlitwa powszechna i eucharystyczna oraz śpiew kolęd). Jednak, na dystrybuowanym folderze nie została zanotowana jakakolwiek informacja mówiąca o naszym udziale w liturgii. W następstwie jedynym polskim akcentem był tekst II czytania z Księgi Izajasza oraz Modlitwa wstawiennicza z II Modlitwy eucharystycznej, którą ja miałem przyjemność odmówić. W rezultacie była to msza w języku angielskim. Podczas Bożego Narodzenia otrzymałem kilka telefonów. Rodacy, nie chcę przesadzać, ale byli lekko zdziwieni i zawiedzeni, dlaczego Pasterka była tylko po angielsku. Oliwy do ognia dolewał fakt, że było wiele osób z Polski, którzy przyjechali w odwiedziny do swoich znajomych. To była moja pierwsza msza Bożego Narodzenia bez śpiewu polskich kolęd. Nawet w brazylijskim interiorze miałem okazję, aby tej nocy zaintonować wraz z Brazylijczykami polskiego pochodzenia kolędy w języku polskim.    

Wieczorem nasz kościół parafialny był wypełniony dosłownie po brzegi. Już na kwadrans przed dziewiątą prawie nie było wolnych miejsc. Wciąż przybywali nowi ludzie. Wielu rezygnuje. Nie wchodzą do środka, lecz udają się z powrotem. Jak się okazuje również i wielu rodaków zorientowawszy się, że nie ma wolnych miejsc zawracało i udawali się do Newry, lub Belfastu, aby uczestniczyć w Pasterce.

Przed rozpoczęciem liturgii zostały wygaszone wszystkie światła w kościele, paliły się jedynie świeczki, które były dystrybuowane wśród wiernych oraz światełka w szopce. Panowała atmosfera skupienia. W czasie procesji do żłóbka, celebrans poświęcił światło, następnie szopkę i rozpoczęła się Pasterka. Całość celebracji była dobrze przygotowana i animowana przez parafialny chór, który uświetnił Wieczorną Eucharystię.

Na zakończenie celebracji, proboszcz parafii ks. Martin McAlinden złożył wszystkim zebranym życzenia oraz zwrócił się do obecnych Polaków słowami Wesołych Świąt.

      

   

   

 

 

 

sobota, 29 grudnia 2007, notatnik_2007

Polecane wpisy

  • Notki 10 - Nasza uroczystość

    Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebuje drugiego, aby mógł coś zdziałać. Również i w Kościele - Wspólnocie wciąż potrzebujemy drugiego, aby dar wiary, ktory

  • Notki - 8

    W naszej polskiej gromadzie. Święta, święta i już po świętach. Notki 8 – W naszej polskiejgromadzie. Po okresie odwiedzin kolędowychnadszedł czas Wielki

  • Notki 7 - Wielki Tydzień 2008

    A tu coś na temat Wielkiego Tygodnia. Jesteś zainteresowany, to czytaj! Wielki Tydzień Przez pierwsze trzy wieczory Wielkiego Tygodnia, w miejscowych parafiach

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: